Niepozorny człowiek dokonuje wielkiego odkrycia
Początki nowoczesnej enzymoterapii są ściśle związane z osobą profesora Maxa Wolfa. "Nie prezentowałem się szczególnie interesująco. Nie byłem przystojny, nawet nie mogłem nazwać siebie mężczyzną średniego wzrostu, byłem słabowity i nikt nie zwracał na mnie uwagi. Kościsty, chudy z długim nosem, piegami i krostami trądzikowymi na twarzy - tak się prezentowałem. Byłem krótkowidzem, często się jąkałem i nie mogłem wypowiedzieć swobodnie zdania, zanim go sobie wcześniej nie ułożyłem w myślach. Dokuczały mi chroniczne zaparcia i nieżyt zatok przynosowych, który codziennie powodował chrypę. Byłem nieśmiały i nie miałem pojęcia jak należy zachować się w towarzystwie. Nie umiałem tańczyć, a w obecności dziewcząt czułem się skrępowany i głupio się zachowywałem. Żadna dziewczyna za mną się nie obejrzała. Jednak swoich największych słabości upatruje w swoim intelekcie. Opornie mi szło czytanie, nauka i pojmowanie. Niekiedy musiałem najpierw przeczytać zdanie 3 razy, by zrozumieć, o czym jest. W porównaniu z innymi, miałem kiepską pamięć, wobec czego nauka wiersza zajmowała mi kilka godzin".W tak bezlitosny i krytyczny sposób opisał się Wolf (1885-1976) inżynier i artysta malarz, rodem z Wiednia, którego na początku I Wojny Światowej na skutek politycznych zawirowań los zagnał aż do USA. Jego życie radykalnie się zmieniło, gdy ukończył za oceanem studia medyczne i w bardzo krótkim czasie stał się jednym z najbardziej uznanych lekarzy wielomilionowej metropolii - Nowego Jorku. Do grona jego pacjentów należeli: Roosveltowie oraz członkowie rodziny Kennedy, budzący powszechny respekt szef FBI Edgar Hoover, najjaśniejsze gwiazdy Hollywood jak : Gloria Swanson, Mary Pickford, Marlena Dietrich, Greta Garbo oraz Maryli Monroe, Rudolf Valentino oraz Charlie Chaplin, malarz Pablo Picasso, pisarze Aldous Huxley oraz Somerset Maugham, dyrygent Arturo Toscanini oraz wiele innych sław. Do Maxa Wolfa po jakimś czasie przylgnęła etykietka cudotwórcy, co przełożyło się na słuszne wynagrodzenie profesora. Był nie tylko praktykującym lekarzem, lecz zapalonym badaczem, dlatego inwestował zarobione pieniądze w prace nad nową terapią: leczeniem enzymami. Jego wkład jako młodego lekarza w dziedzinę endykronologii można bez wątpienia uznać za pionierski. Tymczasem w miarę upływu czasu, gdy poznawał dolegliwości i lęki swoich pacjentów, sam się przy tym starzejąc, zaczął interesować się gerontologia (nauka o procesach starzenia, uwzględniająca aspekt społeczny tego zagadnienia) oraz geriatrią (nauka o chorobach wieku podeszłego). Przede wszystkim pragnął się przekonać, czy w ogóle da się sterować procesem starzenia się człowieka, czy można go spowolnić lub wręcz zahamować. W tym kontekście można Wolfa nazwać pionierem na polu medycyny anti-aging, która obecnie cieszy się coraz większą popularnością. W przeciwieństwie do wielu kolegów po fachu, Wolfa bardziej interesowała rzeczywistość i codzienna praktyka, niż badania laboratoryjne. Zgromadził wokół siebie pacjentów, po 75-ce i wspólnie z nimi założył „Century Club" (klub złotego wieku).Cel, jaki sobie wyznaczyli klubowicze: to dożyć możliwie zaawansowanego wieku, najlepiej 100 lat. Oczywiście każdy z nich musiał podjąć wysiłek w tym kierunku: prowadzić zdrowy tryb życia, przestrzegać określonej diety i rzucić palenie, pozbyć się nadwagi, długo spać, uregulować trawienie i raz do roku poddawać się gruntownym badaniom lekarskim. Prawie sto lat później zestaw tych zaleceń stanowi żelazną podstawę terapii anti-aging.Wolf podsumował: „przedwczesne starzenie, ze wszelkimi wynikającymi z niego następstwami można wytłumaczyć w istocie niedoborem enzymów". Podawał grupie badanych pacjentów, zestawioną przez siebie mieszankę enzymów, by zapobiec zwapnieniu tętnic. Liczył, że uda mu się odkryć uniwersalny preparat z enzymów, skuteczny nie tylko w walce z miażdżycą i rakiem, ale też w leczeniu wielu innych chorób. Jednocześnie zawsze podkreślał, że to natura jest właściwym lekarzem człowieka, a ściślej biorąc ustrojowy układ odpornościowy. Zatem chory poniekąd leczy się sam. Zdaniem Wolfa, rola lekarza w najlepszym wypadku sprowadza się jedynie do stymulacji działań mechanizmów samonaprawczych w organizmie pacjenta. Z pomocą swojego przyjaciela oraz pacjenta, ówczesnego sekretarza stanu USA, Johna Forstera Dullesa, Wolf założył w 1950 roku przy uniwersytecie Columbia, instytut badawczy: Biologicial Research Institute. Celem działalności placówki było przeprowadzanie badań podstawowych w następujących obszarach:• Poszukiwanie nowych źródeł pożywienia, pozyskiwanie protein oraz ich uszlachetnianie przy wykorzystaniu roślinnych oraz zwierzęcych jednokomórkowców,• Profilaktyczne działania przeciwko miażdżycy (arteriosklerozie)• Ingerencja przy pomocy enzymów w proces wzrostu komórek nowotworowych oraz opracowanie odpowiednich preparatów farmakologicznych.W tamtym czasie w gronie współpracowników Wolfa znalazła się także Helenę Benitez, słynna cytobiolog.Pomysłem zgłębiania właściwości enzymów, „zaraził" Wolfa profesor Ernest Freund, ordynator oddziału onkologicznego wiedeńskiego szpitala Rudolfina. Był przekonany, że odkrył w surowicy zdrowych ludzi substancję, która w organizmie chorych wykazywała zdolność rozpoznawania oraz niszczenia komórek rakowych. Nazwał ją „substancją normalną". Wolf natomiast ustalił, że owa „normalna substancja" składa się zasadniczo z proteolitycznych enzymów (rozbijających białka). Ponadto stwierdził, że enzymy zaaplikowane do krwi pacjenta chorego na raka, nie tylko niszczyły komórki nowotworowe, ale odbudowywały zdolność organizmu pacjenta do walki z rakiem. Zestawiając odpowiednie enzymy, rozszczepiające białka pochodzenia roślinnego oraz zwierzęcego, Wolf mógł skorygować i udoskonalić ich działanie. Wreszcie w latach 50-tych XX wieku, przy udziale Helenę Benitez opracowano mieszankę enzymów, wykazującą optymalne działanie komórkowe. Nazwano ją WoBe, od pierwszych dwóch liter nazwisk jej twórców. Przy czym, pierwsze mieszanki, zawierały oprócz enzymów hydrolitycznych również substancje nieenzymatyczne jak wyciąg z grasicy, rutynę czy witaminy,Niezliczona ilość eksperymentów przeprowadzana w laboratorium potwierdziła, że WoBe unieszkodliwiało guzy oraz likwidowało chore lub martwe komórki, natomiast podawane nawet w największej dawce nigdy nie atakowało zdrowych komórek. Doświadczenia na zwierzętach ponadto wykazały, że WoBe przeciwdziałało zwapnieniu tętnic, poprawiając reologiczne właściwości krwi. Wolf nie poprzestał jedynie na przeprowadzaniu badań na zwierzętach, lecz wypróbował WoBe na sobie samym, a dokładniej rzecz biorąc na swoim sercu (z powodzeniem!), które odczuwało wyraźne skutki zatkania naczynia wieńcowego. Zarówno w swoim organizmie jak u innych pacjentów stwierdził, że bezpośrednio po zażyciu WoBe w ciągu pierwszych 60 minut stężenie lipidów we krwi najpierw rośnie (prawdopodobnie na skutek gromadzenia się tłuszczu w płytkach miażdżycowych, wypłukiwanych przez enzymy), lecz już po upływie trzech do sześciu godzin, wyraźnie i gwałtowanie się obniżało.W dzisiejszych czasach odkładanie się złogów cholesterolu w naczyniach krwionośnych oraz miażdżyca (tętnic) jako czynniki ryzyka powodujące zawał lub udar nie są bynajmniej „przejściowym i modnym zjawiskiem" lecz poważnym problemem, o coraz szerszym zasięgu. Bądź co bądź, arterioskleroza jest przyczyną niemal połowy przedwczesnych zgonów w społeczeństwach uprzemysłowionych. Badania nad ludzkimi narządami przeprowadzone przez amerykańskich naukowców wykazały, że na dobrą sprawę powinniśmy dożyć do wieku 115-120 lat. Szara rzeczywistość przedstawia się jednak następująco: przeciętna długość życia mężczyzn to 76 lat, a kobiet 81-82. Jednocześnie najwięcej ludzi umiera z powodu chorób sercowo-naczyniowych, a dopiero w drugiej kolejności na choroby nowotworowe. Dotyczy to także kobiet, i tu odnotowuje się niestety tendencję wzrostową. Już pod koniec lat 40-tych i 50-tych XX wieku, profesor z uniwersytetu w Heidelbergu Gotthard Schettler przestrzegał przed nadmiernym spożywaniem nasyconych (zwierzęcych) tłuszczów i cholesterolu. Przyczyniają się, bowiem bezpośrednio do tworzenia się płytek miażdżycowych na ścianach tętnic i zatykania naczyń, a co za tym idzie wywołują choroby wieńcowe, a w efekcie zawał bądź udar mózgu. Wyśmiewanego za życia za głoszenie takich teorii, Schettlera, dziś nazywa się „prekursorem profilaktyki przeciwmiażdżycowej".Max Wolf swego czasu powiedział w Nowym Jorku: „na podstawie obserwacji można więc stwierdzić, że systematyczne i długofalowe leczenie preparatem WoBe skutecznie zapobiega arteriosklerozie, spowalnia ten proces lub znacznie poprawia przebieg choroby. W obliczu faktu, że patologiczne zmiany w tętnicach są podstawową przyczyną wszystkich zgonów nie tylko w USA, lecz w większości krajów cywilizacji zachodniej, wydaje się wielce prawdopodobne, że śmiertelność i zachorowalność na skutek arteriosklerozy, ataku serca, marskości nerki i podobnych schorzeń można znacznie obniżyć i to na długi czas przy pomocy enzymów proteolitycznych. Miejmy nadzieję, że w przyszłości cena tego leku nie będzie wygórowana. Najlepiej, by mógł być powszechnie dostępny".Popyt na preparaty WoBe rósł lawinowo, natomiast instytutowi Wolfa jako placówce naukowej, nie wolno było osiągać zysków. Profesor zlecił w związku z tym produkcję leku wiedeńskiej firmie farmaceutycznej Sanabo. W roku 1959 lek został dopuszczony do obiegu w Hiszpanii, a w 1960 w Niemczech. Na konferencji poświęconej nowotworom w Houston w roku 1970 zaprezentowano go amerykańskim lekarzom. Wybitni onkolodzy byli jednomyślni: enzymoterapia to znaczący krok naprzód w leczeniu nowotworów. W szczególności, regularne przyjmowanie WoBe obniża ryzyko występowania przerzutów, poważnie osłabia skutki uboczne chemoterapii oraz radioterapii, wyraźnie poprawia samopoczucie pacjentów w zaawansowanym stadium choroby oraz wydłuża ich życie, pozwalając zachować jego odpowiednią jakość.W przypadku niektórych rodzajów raka jak nowotwór trzustki, nowotwór opłucnej, wodobrzusze czy czerniak, udało się osiągnąć całkowite cofnięcie się choroby i wyzdrowienie. Nieocenioną zaletą WoBe był fakt, że można było przyjmować go w dowolnie dużych dawkach, gdyż był całkowicie bezpieczny dla zdrowych komórek i nietoksyczny.Wiosną 1959 Wolf poznał Karla Ransbergera (1931-2001), dyrektora firmy Mucos z Monachium. Profesor zezwolił jej na przeprowadzanie eksperymentów z enzymami. Nie zapominajmy, że enzymologia stawiała wówczas dopiero pierwsze kroki. Co ważne, nie wiedziano jeszcze dokładnie, jaka metoda przyjmowania enzymów jest najbezpieczniejsza dla pacjenta i najskuteczniejsza. W tamtych czasach nie było jeszcze zwyczaju doustnego przyjmowania enzymów (dzisiaj stosowane najczęściej). Pacjentom profesora Wolfa aplikowano enzymy albo przez wstrzykiwanie bądź lewatywę. Wolf zauważył również, że łącząc większą ilość enzymów pochodzenia zwierzęcego lub roślinnego uzyskuje się lepszy efekt w porównaniu z działaniem tylko jednego rodzaju enzymów. Wypróbował tysiące różnych mieszanek i zagęszczeń, zanim odkrył optymalną mieszankę, zabójczą dla raka, czyli WoBe. Producenci preparatów enzymatycznych stale prowadzą badania we własnym zakresie, by upewnić się, czy enzymoterapia jest metodą bezpieczną. Zdaniem ekspertów nauka nie poznała jeszcze pełnego spektrum działania enzymów hydrolitycznych.W 1963 roku Federalny Urząd ds. Żywności i Leków wydał zgodę na dopuszczenie WoBe na niemiecki rynek. Do dziś tym zestawem enzymów leczy się tysiące pacjentów z nowotworami, zwłaszcza pod kątem ograniczenia skutków ubocznych chemio oraz radioterapii, lecz również w celu dodatkowych działań profilaktycznych w czasie leczenia poszpitalnego, by udaremnić tworzenie się guzów oraz przerzutów.W roku 1975, w wieku 90 lat, Max Wolf napisał: „wycofałem się z aktywnej praktyki lekarskiej, pracuję na pół-gwizdka, zajmując się jedynie swoimi wieloletnimi pacjentami, czasem studiuje niektóre przypadki z zakresu geriatrii czy onkologii... Wpadłem na kilka pomysłów, które być może okażą się dla wielu ludzi błogosławieństwem i w przyszłości będą przełomowe. Chciałbym oczywiście długo żyć, by moja lista spraw niedokończonych była jak najkrótsza. Ale nie to jest najważniejsze, zajmą się nimi lepsi fachowcy ode mnie. Rozwój enzymoterapii uważam za końcowy przystanek mojej życiowej podróży, niech będzie nagrobkiem dla mojego wkładu dla społeczeństwa".W wieku 91 lat Max Wolf zachorował na raka żołądka. W klinice Janker w Bonn, która od lat specjalizowała się w stosowaniu enzymoterapii, zastanawiano się, czy operować profesora. Guz był bardzo duży i blokował pracę żołądka, operacja prawdopodobnie przedłużyłaby życie Wolfa o kilka tygodni. Profesor zdecydował się jednak na ekstremalnie duże dawki opracowanych przez siebie preparatów z enzymów. Rzeczywiście, po pięciodniowej kuracji, pasaż żołądkowo-jelitowy się udrożnił. Wolf był wprawdzie bardzo osłabiony, ale mógł znów wstawać z łóżka. Wkrótce jednak jego nerki odmówiły posłuszeństwa. Wolf zmarł w roku 1976 w wieku 91 lat.Już za życia Wolfa zarysowała się szeroka gama możliwości zastosowań mieszanek enzymatycznych. Jego samego najbardziej interesowała jednak zależność między procesem starzenia się a dostarczaniem enzymów organizmowi. Uważał, że najważniejszym czynnikiem sprawczym chorób wieku starczego jest niedobór enzymów lub zaburzenie równowagi fizjologicznych mechanizmów regulacyjnych w ludzkim organizmie. Jego zdaniem ich sprawne działanie zależy od prawidłowej ilości i aktywności enzymów w ustroju.Nie da się ukryć, potencjał, który „drzemie" w enzymach jest ogromny. Wolf był przekonany, że jego preparat może zwalczać także wirusy, sadząc, że enzymy bezpośrednio mogą atakować i unicestwiać wirus. W rzeczywistości mechanizm ten jest znacznie bardziej skomplikowany i subtelny. Na pewno trzeba przyznać Wolfowi rację, gdyż enzymy można z powodzeniem wykorzystać do walki z chorobami wywoływanymi przez wirusy. Szczególną skuteczność enzymy wykazują w chorobach o podłożu zapalnym, gdyż wspomagają pracę układu odpornościowego, głównego mechanizmu obronnego naszego organizmu. Wspierają go nawet w sytuacji, gdy obrona immunologiczna zwraca się przeciwko własnemu ustrojowi, co ma miejsce w przypadku tzw. chorób autoimmunologicznych.